Ostatni tydzień w Poznaniu do najłatwiejszych nie należał. Było dużo spotkań, nie będę ich nazywać pożegnaniami, bo brzmi to idiotycznie, z nikim się nie żegnałam, ja po prostu zmieniłam miejsce zamieszkania i tak proszę to traktować. Tak, czy siak, bez stresu i łez się nie obyło, ale to raczej oczywiste.

Ale od początku. Miałam olbrzymie szczęście, ponieważ moje ostatnie zajęcia ze studentami przeprowadziłam z moją ukochaną grupą inżynierii materiałowej. Jestem z nich bardzo dumna, wszyscy zdali egzamin przy pierwszym podejściu! Well done, zdolniachy! Pozdrawiam Was serdecznie, świat stoi przed Wami otworem (w domyśle – proszę mnie tu odwiedzić). ;)

Mój ostatni dyżur wypadł w Tłusty Czwartek – były pączki, chruściki, mnóstwo miłych życzeń i uścisków. Smutna sprawa opuszczać miejsce, w którym zostawiło się kawał serducha, ale nic to, trzeba przeć do przodu i koncentrować się na przyszłości!

Kilka dni później zorganizowałam mini imprezę urodzinową. Drogie laseczki z PP, bardzo dziękuję za przybycie i cudny prezent, który jest tu ze mną i ślicznie błyszczy się w kalifornijskim słońcu. Jak widać na zdjęciu, jest w świetnym towarzystwie. (Martulka, dzięki, bądź tam grzeczna.;)

Tęsknię za Wami wszystkim straszliwie! Kto pierwszy odważy się ruszyć swe szanowne 4 litery i wpaść do San Diego? Zapraszamy serdecznie! :)

Nowe życie, nowe stanowisko pracy:

nowe życie w SD

Tags: