Noc w pięknym hotelu bardzo szybko minęła i po śniadaniu trzeba było zwijać manatki. Zastanawiam się, czy pakowanie walizki stanie się kiedyś czymś normalnym, bo na razie sprawia mi to coraz większe trudności.
Wyposażeni we wszelkie typy kabelków i ładowarek wyruszyliśmy na zachód. Autko jest już w pełni dostosowane do naszych potrzeb – mamy całą zgrzewkę puszek Coli Zero, wody, a także dużo batoników “Protein”w razie wielkiego głodu. Najważniejsze są oczywiście kable, dzięki którym możemy słuchać muzyki z komórek. Przyznam, że metalajka pasuje idealnie. Przez chwilę słuchaliśmy Limp Bizkit, ale auto się zbuntowało, a ja, wystraszona, uznałam, że to znak, że Jeep nie lubi tej muzy i trzeba ją wyłączyć. Jeep odżył i jechał już normalnie.

Ze stanu Nowy Jork przejechaliśmy po raz kolejny do Pennsylvanii, a potem Ohio. Na dzień dobry niespodzianka: Speed Limit 70 mph! Yaahooo! Zatrzymaliśmy się w Visitors Center, gdzie zgarnęliśmy gazetkę z kuponami dającymi zniżki na noclegi w hotelach. Chcieliśmy dojechać do Indiany, ale przez zbyt długi postój w centrum handlowym, nie wyszło.
Odkryliśmy za to cynamonowy raj, gdzie można kupić same pyszności z duzą ilością naszej ukochanej przyprawy. Babeczki wyglądały rewelacyjnie! Trochę ciasta, dużo jabłek, cynamonu, trochę czekolady. Podkreślam WYGLĄDAŁY. Okazało się, że to nie kawałki jabłek, tylko samo ciasto, oczywiście słodkie jak diabli, więc tej knajpki więcej nie odwiedzimy.

Około godziny 20 stwierdziłam, że czas rozejrzeć się za miejscem do spania. W gazetce znalazłam kupon do hotelu Travelodge w Mansfield, a Damian szybko dał się przekonać do zjechania z głównej drogi. Wjechaliśmy do dość podejrzanej mieściny, gdzie ludzie nie patrzli na nas zbyt przychylnie. :-) Obcy wtargnęli na ich terytorium!

Miły akcent w podróży: od dziś jestem fanką kuponów, bo zamiast 120, zapłaciliśmy niecałe 60$ za duży pokój z dwoma 2-osobowymi łóżkami. Może nie jest tu jak w Sheratonie, ale miejsce jest zadbane, czyste, wanna jest, ekspres do kawy jest, kablówka jest, śniadanie też…dla mnie bomba!

Szkoda tylko, że te śniadania zawsze wyglądają tak samo: same węglowodany! Nie ma żadnych warzyw, ale drożdzówki i muffiny są. Oprócz tego płatki, kawa i tłuste mleko. Czasami pojawiają się maszyny do robienia naleśników i gofrów, do których dodać można bardzo słodkie syropy i dżemy. Jejku, jak ja marzę o kanapce ze zwykłym serem i pomidorem! :-) Co ciekawe, nawet jeśli kupisz warzywa, smakują zupełenie inaczej. W sałatce z Subway’a mieliśmy z 2 całe, duże cebule, której zupełnie nie było czuć. Po zjedzeniu takiej ilości polskiej cebuli, wysiadłaby mi wątroba, nie wspominając o zapachu. A tu NIC! Owoce, z kolei, są bardzo napompowane, jak mutanty. Wszystko silnie zmodyfikowane i przetworzone. Nic tylko tyć!

A tak swoją drogą, dlaczego Amerykanie aż tak lubują się w przekazywaniu w telewizji szczegółowych informacji dotyczących przestępstw, morderstw, itp.?! Czy to nie ma przypadkiem wpływu na wzrost przestępczości?

P.S. Kuzio, fura dla Ciebie już zapakowana, może być taka?

 

Tags: