90% osób mieszkających w naszym budynku posiada pieski. Zwierzaczki wyglądają jakby właśnie wróciły z wystawy, wszystkie dobrze odżywione, czyściutkie i wyczesane, że aż miło popatrzeć. Mają tu delikatnego fioła na punkcie psów, ale mi się to bardzo podoba. Powiesz “cześć” do pieska, a jego właściciel zaczyna z tobą rozmawiać i opowiadać o zwierzaku, o jego nawykach, itp. W sumie wystarczy, że powiesz “hi” do kogoś, kto razem z Tobą stoi w kolejce, lub na przejściu dla pieszych i rozmowa gwarantowana. Wczoraj pogadałam sobie o wynajmie mieszkań ze starszym panem, który razem ze mną czekał na kogoś ze sklepu, kto mógłby pokroić nam chleb. Ale nie o tym miało być, tylko o mojej małpce. Nie ma bojowych rybek, jest Monchhichi. Zauważyłam ją na wystawie sklepowej i przypomniały mi się dawne, bardzo dawne czasy, kiedy bawiłam się podobną. Tak się bawiłam, że aż jej sierść przy uszku odkleiłam, ale to się wytnie. Fantastycznie się złożyło, bo małpeczka bardzo lubi pizzę, zwłaszcza rzeźnicką z dużą ilością boczku, zupełnie jak jej właściciele (może bez tego mięcha), więc teraz to już trzeba znaleźć najlepszą pizzerię w mieście. Mus to mus.

 

Tags: