Downtown – Gaslamp Quarter

to bardzo imprezowa część San Diego. W ciągu dnia tłumy w kawiarniach i restauracjach, serwują śniadania, obiadki, ale prawdziwe szaleństwo przypada na wieczory. Kolacje, piwo, wino, fontanny tequili, krótkie spódniczki i głośny śmiech. Clubbing rozpoczyna się w czwartki i trwa do niedzieli, wtedy tutejsze tancbudy przeżywają oblężenie. Imprezy zaczynają się o 22, kończą o 2. Wtedy widok z naszego balkonu jest najciekawszy – ktoś kogoś popchnie, momentalnie pojawia się kilka radiowozów, rach, ciach i za chwilę jest spokój. W klubie Side Bar, po drugiej stronie ulicy, barmanki i kelnerki mają ciekawe wdzianka, które więcej odkrywają, niż zakrywają, więc gdy ktoś otwiera drzwi, oczy wszystkich mężczyzn wędrują w tamtym kierunku. No dobra, moje też, ale nie ma co się dziwić, bardzo atrakcyjne dziewczęta. Klimat niczym w Las Vegas, wielka rozpusta i hektolitry alkoholu.

Kochana dzielnica ma swoje minusy i wcale nie chodzi o dudniącą muzykę płynącą z SB, bo to można jakoś przeżyć, chodzi o darcie mordy. Ludzie przechodzą z jednego klubu do drugiego i to prawdopodobnie wprawia ich w taką euforię, że muszą się nadzierać. Wrzeszczą bidulki jakby obdzierali ich ze skóry. Chwała temu, kto wymyślił stopery do uszu, bo inaczej pierwszej nocy pewnie wyskoczyłabym na ulicę z kałasznikowem. Można się do tego przyzwyczaić, choć nie ukrywam, nadal bywa to irytujące.

Tequila wskazana

Dobrym sposobem na zaakceptowanie tego szaleństwa jest uczestniczenie w nim. A tutejsze knajpy kuszą i przyciągają jak magnes. Na co masz ochotę? Ciemne piwo w irlandzkim pubie? Fontanna kolorowych drinków na stole w kawiarni? Kubańskie cygaro i kawa w Havanie? A może jasne piwko, hamburger i mecz baseballowy na wielkim ekranie? W barze obok koncert gra rockowa kapela, za zakrętem słychać country i kobiety tańcują w kowbojkach, a 50m dalej szaleje hip hop-owa ekipa. Jest tu nawet Coyote Ugly, robione na podobieństwo baru z filmu, tak, tak, dziewczyny tańczą na barze. Lokale mają otwarte, lub nawet powystawiane okna i drzwi, stoliki stoją na zewnątrz, nic tylko siadać i zamawiać pyszności. Moim ulubionym miejscem jest oczywiście Tequila Bar. Potrzebuję tylko towarzysza zbrodni, bo nie wiedzieć czemu, Damian za tym wyśmienitym trunkiem nie przepada. Help!

Czekolady i inne słodkości, czyli miejsca wyjątkowo fajne

Przykładem takiego miejsca jest Ghiradelli Ice Cream & Chocolate Shop, wielgachne pomieszczenie wypełnione czekoladą, lodami i deserami. Unikam tego miejsca, jak ognia i omijam wielkim łukiem, ale nawet kiedy uciekam na drugą stronę ulicy, zapach i tak dociera. Plan jest taki: pewnego dnia tam pójdziemy i najemy się aż do porzygu. Znając miłość Amerykanów do przesłodzonych rzeczy, za dużo zamawiać nie będziemy.

 

Tags:
  • Marta Andre

    Na te słodycze to ze mną :D

    • http://hodomania.us Hanna

      Dalej, bo idzie lato i wszystko się rozpuści! ;)